Praca jako powołanie, przyjemność z drogi, piętnaście minut sensu i odrobina bezczelnego humoru. Katarzyna Kasia prowadziła rozmowę, w której nikt nie miał gotowej recepty — i właśnie dlatego warto było jej wysłuchać.

Praca jako misja. Ale nie każdy musi mieć misję

Katarzyna Kasia zaczęła od braku sensu. I natychmiast wyszło na jaw, że panelistom trudno będzie uzgodnić jedną definicję. Prof. Magdalena Środa mówiła o pracy traktowanej jak powołanie, satysfakcjonujących relacjach i przekonaniu, że samodzielne działanie może organizować życie. Ale od razu przypomniała ważne rozróżnienie: można uważać własne życie za sensowne, a jednocześnie wcale nie wierzyć, że cały świat ma sens.

Środa przywoływała tradycję filozoficzną, w której życie zyskuje strukturę dzięki dalekosiężnym, ale realnym celom. Problem zaczyna się wtedy, gdy cel staje się obsesją albo gdy ktoś próbuje nam go sprzedać w gotowym pakiecie. Tu debata lekko, lecz celnie zderzyła się ze światem zarządzania.

Jeśli firma musi nieustannie przekonywać pracowników, że wykonują wielką misję, warto sprawdzić, czy nie zabrakło jej zwykłego sensu codziennej pracy.

Rusinek: nie przegapmy drogi przez zapatrzenie w metę

Michał Rusinek bez większego trudu zepsuł konferencyjną powagę. Zakwestionował sam przymus nadawania wszystkiemu wielkiego sensu. Zamiast nieustannie dopytywać, dokąd zmierzamy, można zacząć doceniać to, co dzieje się po drodze: pisanie, zabawę słowem, literaturę, moment ciekawości. Nawet czysty nonsens.

„Ja staram się od dłuższego czasu czerpać przyjemność z drogi.”

prof. Michał Rusinek · fragment rozmowy o sensie życia

To ciekawy kontrapunkt wobec świata harmonogramów, celów kwartalnych i dashboardów. Nie neguje planowania. Przypomina tylko, że życie — podobnie jak praca — dzieje się także między kolejnymi kamieniami milowymi.

Pięcioro uczestników debaty o sensie życia siedzi na scenie EFNI
Katarzyna Kasia, Magdalena Środa, Karolina Wigura, Michał Rusinek i Marek Węcowski podczas panelu „Po co my to wszystko robimy?”. Fot. Biuletynmedyczny.pl

Jak wyjaśnić sens pokoleniu, które nie musi już uciekać?

Karolina Wigura opowiedziała o rozmowach z nastoletnim synem. Dla jej pokolenia dorastającego pod koniec PRL-u cel był czytelny: wyjść z niedemokratycznej rzeczywistości, zbudować wolny kraj i normalne życie. Dla dzieci wychowanych w zamożniejszej, demokratycznej Polsce ta opowieść nie działa automatycznie. Nie ma już tej samej przeszkody, którą trzeba pokonać.

Tu pojawia się pytanie wykraczające poza rodzinę. Organizacje często odwołują się do doświadczenia założycieli: „budowaliśmy firmę od zera”, „walczyliśmy o przetrwanie”. Dla nowych pracowników to może być inspirujące, ale nie musi być ich własnym powodem do działania. Historia sukcesu jednej generacji nie daje jeszcze gotowej instrukcji sensu następnej.

Piętnaście minut: niespodziewanie praktyczna recepta

Wigura sięgnęła do Konfucjusza, ale zamiast wielkich filozoficznych deklaracji przypomniała drobne codzienne gesty: przygotowanie miejsca, szacunek wobec rozmówcy, uważność na zwykłą czynność. To, co w skali świata wygląda niepozornie, w skali jednego dnia może naprawdę coś zmienić.

„Jak przeżyjesz swoje najbliższe 15 minut”

prof. Karolina Wigura · fragment wypowiedzi o małych praktykach

W rozmowie wybrzmiała myśl o „małych kawałkach sensu”: o tym, że nie zawsze mamy wpływ na politykę, przyszłość albo historię. Możemy jednak wpłynąć na sposób, w jaki przeprowadzimy najbliższe spotkanie, odbierzemy telefon, zachowamy się wobec drugiej osoby. To nie rozwiązuje wszystkich problemów — ale odbiera bezradności monopol na codzienność.

Węcowski: historia nie jest prognozą, tylko treningiem wyobraźni

Prof. Marek Węcowski mówił o tym, co zostaje człowiekowi, gdy teraźniejszość staje się chaotyczna. Sięgał do Homera, Herodota i literatury, która buduje alternatywne światy. Historia nie daje gotowego scenariusza kolejnego kryzysu, ale pozwala zobaczyć więcej możliwości. To istotna różnica.

„Historia pozwala nam poszerzać pole wyobraźni.”

prof. Marek Węcowski · fragment wypowiedzi o roli historii

Węcowski nie proponował ucieczki od faktów. Przeciwnie: dzięki poznawaniu różnych epok i sposobów życia można przekroczyć własny sposób myślenia. To szczególnie cenna umiejętność dla osób podejmujących decyzje. Łatwo uznać, że przyszłość będzie tylko bardziej cyfrową wersją teraźniejszości. Historia skutecznie komplikuje tę pewność.

Ujęcie uczestników panelu o sensie życia na scenie EFNI
O literaturze, historii i sposobach układania świata w opowieść. Fot. Biuletynmedyczny.pl

A potem Rusinek rozbroił „rozbrajanie języka”

Wigura wróciła do hasła „rozbrojenia języka”, które pojawiło się chwilę wcześniej w rozmowie Hausnera z kard. Rysiem. Rusinek zareagował sceptycznie. Skoro chcemy ograniczać wojenną metaforykę, dlaczego sami używamy kolejnej metafory militarnej? Zwrócił uwagę na słowa, których nadużywamy z przyzwyczajenia: „zaorać”, „wykosić”, „zgrillować”.

To nie był akademicki spór o stylistykę. Język potrafi zmienić sposób, w jaki patrzymy na innych: pacjenta, pracownika, konkurenta. Organizacja, która mówi o „przerobie”, „zasobach ludzkich” i „optymalizacji przypadków”, może niechcący nauczyć swoich ludzi dokładnie takiego spojrzenia. Słowa nie są tylko dekoracją strategii.

Mała odwaga, twórczość i kilka minut snu

W końcowej części Wigura przywołała Václava Havla i „małą odwagę”: codzienne działanie w zgodzie z przekonaniami, czasem odmowę, czasem prostą decyzję, by nie kłamać. To spojrzenie bliskie jej opowieści o piętnastu minutach — mniej patosu, więcej sprawczości.

Magdalena Środa mówiła też o różnych sposobach radzenia sobie z brakiem sensu: pracy, relacjach, sztuce i terapii. Przywołała krytykę menedżerów próbujących sztucznie nadawać znaczenie wyalienowanej pracy. Jej uwagi o profesjonalizacji pomocy i słabnięciu więzi były mocną, dyskusyjną tezą, nie uzgodnionym stanowiskiem wszystkich panelistów ani oceną skuteczności psychoterapii.

Finał miał już właściwą temperaturę: Rusinek zasugerował napisanie limeryku, Węcowski — złapanie kilku minut snu. Po godzinie rozważań o wielkim sensie życia zabrzmiało to zaskakująco przytomnie.

Katarzyna Kasia prowadzi panel o sensie życia na EFNI
Katarzyna Kasia prowadziła panel, nie pozwalając rozmówcom schować się za jedną definicją sensu. Fot. Biuletynmedyczny.pl

Czy da się zarządzać sensem pracy?

Nie bardzo. Przynajmniej nie za pomocą hasła na plakacie w kuchni. Menedżer może natomiast stworzyć warunki, w których codzienna praca ma znaczenie: pracownik wie, komu pomaga, rozumie cel zadania, może poprawić bezsensowny proces i ma prawo powiedzieć, że coś nie działa.

Cztery pytania po panelu

  1. Czy recepcjonistka i pielęgniarka widzą sens własnej pracy poza kolejnym KPI?
  2. Czy nowy pracownik zna przyszłość placówki, a nie tylko legendę o jej powstaniu?
  3. Czy personel może kwestionować język i procedury, które odbierają pacjentom podmiotowość?
  4. Czy zostawiamy ludziom miejsce na inicjatywę, kreatywność i zwykłe relacje?

Można wychodzić z EFNI z planem strategicznym. Można też wyjść z myślą, by jutro lepiej przeżyć najbliższe piętnaście minut. Po tej debacie wcale nie jest oczywiste, która z tych dwóch rzeczy bardziej zmieni organizację.