Christian Welzel pokazał zmianę wartości na świecie, Agnieszka Turska-Kawa — polskie napięcia. A Radosław Markowski zapytał, skąd w takim razie polityczne sukcesy populistów. Odpowiedź nie jest tak wygodna, jak mogłyby sugerować wykresy.
Świat zmienia wartości. Ale nie w jednym tempie
Najpierw były wykresy. I to nie byle jakie: badacze World Values Survey pytają mieszkańców różnych krajów o to, co uznają za ważne — od religii i rodziny przez zaufanie po wolność jednostki. Prof. Christian Welzel pokazał mapę dwóch osi: od wartości tradycyjnych do świeckich oraz od nadrzędności grupy do emancypacji i osobistej autonomii.
Najważniejszy wniosek? Kultura nie jest narodowym DNA. Nie przechodzi niezmieniona z pokolenia na pokolenie. W miarę rozwoju edukacji, spadku dzietności i przechodzenia ku gospodarce opartej na wiedzy w wielu społeczeństwach rośnie nacisk na prawa i wybory jednostki. Ale poszczególne regiony nie przesuwają się po tej mapie identycznie.

Welzel mówił też o migracjach między odległymi kulturowo społeczeństwami. Jego zdaniem zderzenie różnych norm może podsycać napięcia polityczne. To próba interpretacji zjawiska, a nie dowód, że samo zróżnicowanie musi prowadzić do konfliktu.
Polska: więcej otwartości, mniej zaufania
Najciekawszy dla polskiego czytelnika fragment należał do prof. Agnieszki Turskiej-Kawy. Porównała zmiany postaw w Polsce na przestrzeni około 25 lat. W badaniach wzrosła akceptacja osób z różnych środowisk, migrantów jako sąsiadów oraz większa swoboda ocen osobistych wyborów. Jednocześnie zaufanie do parlamentu, rządu i polityków spadło.
Badaczka od razu odcięła zbyt łatwy wniosek: jedno nie spowodowało automatycznie drugiego. Dwa procesy po prostu zachodzą równolegle. To ważne rozróżnienie, bo w debacie publicznej od korelacji do wyroku często jest tylko jeden nagłówek.
„We need stable, trustworthy institutions around us.”
Polacy, jak pokazywała Turska-Kawa, potrafią jednocześnie oczekiwać indywidualnej autonomii i ochrony ze strony państwa. Przedsiębiorca chce działać samodzielnie, lecz chce też sprawnego systemu edukacji i pewności, że choroba nie zrujnuje jego rodziny. Oczekiwania wobec instytucji nie muszą więc układać się w wygodny podział „wolny rynek albo państwo”.

Gdy trzeba wybierać, wygrywa bezpieczeństwo
W polskich wynikach pojawił się jeszcze jeden sygnał. Gdy ankietowani muszą wybierać między ochroną środowiska a miejscami pracy i bezpieczeństwem ekonomicznym, znaczenie priorytetu ekologicznego spadło. Nie oznacza to, że ludzie przestali troszczyć się o przyrodę. Znaczy raczej, że przy twardym wyborze przewidywalne życie i praca ważą dużo.
To tłumaczy, dlaczego organizacje — także placówki medyczne — nie mogą zakładać, że odbiorca będzie popierał każdą innowację tylko dlatego, że jest nowoczesna. Korzyść z nowego rozwiązania musi iść w parze z poczuciem bezpieczeństwa.
Skoro świat się liberalizuje, skąd rosnący populizm?
Tu optymistycznej narracji nie kupił bez zastrzeżeń prof. Radosław Markowski. Postawił pytanie o wyraźną sprzeczność: jeśli postawy stają się bardziej emancypacyjne, dlaczego w wyborach rośnie poparcie dla ugrupowań odwołujących się do lęku, gniewu i nieufności wobec elit?
Welzel zaproponował hipotezę, którą sam wyraźnie określił jako niewystarczająco potwierdzoną empirycznie. Politycy i komentatorzy coraz częściej mówią językiem wąskiej, dobrze wykształconej grupy. Ludzie, którzy się z tym językiem nie utożsamiają, wycofują się. Media społecznościowe pozwoliły ich ponownie zmobilizować — często nie poprzez zmianę przekonań, lecz poprzez przywrócenie ich do głosowania.
„I have not nailed this down empirically yet.”
Markowski dodał własną diagnozę: część grup społecznych może reagować nadmobilizacją na poczucie, że świat ich wartości stopniowo znika. W rozmowie nie padło jedno ostateczne wyjaśnienie politycznego przesunięcia. I dobrze — problem okazał się bardziej złożony niż podział na „nowoczesnych” i „zacofanych”.
Kto nie nadąża: instytucje czy ludzie?
Na koniec Markowski przywołał ideę opóźnienia kulturowego: innowacje cywilizacyjne przychodzą szybciej niż społeczne reguły pozwalające z nimi żyć. Kiedyś były to maszyny i samochody, dziś smartfony oraz AI. W tym ujęciu problem pojawia się, gdy dystans między zmianą a zdolnością przystosowania staje się zbyt duży.
Ale kierunek nie jest oczywisty. Być może demokratyczne instytucje nie nadążają za oczekiwaniami społecznymi. A może, jak sugerował Markowski, to ludzie nie wykorzystują możliwości, które te instytucje już oferują? Turska-Kawa dorzuciła jeszcze trzecią perspektywę: pewna bezwładność instytucji może chronić ich stabilność i przewidywalność.

Co z tego wynika dla managera placówki?
W placówce medycznej to napięcie jest codziennością. Pacjent chce sam zdecydować, jak zapisze się na wizytę, ale oczekuje też człowieka, który odbierze telefon, gdy formularz odmówi posłuszeństwa. Lekarz chętnie skorzysta z automatyzacji, lecz potrzebuje jasnych zasad odpowiedzialności. Nowy system może skrócić czas obsługi, a jednocześnie pogorszyć zaufanie, jeśli nikt nie wyjaśni pacjentowi, co się zmienia.
Trzy pytania na poniedziałkowy zarząd
- Czy mierzymy zaufanie pacjentów do placówki, czy tylko czas rejestracji i liczbę wizyt?
- Czy nasz język jest zrozumiały także dla osoby, która nie zna branżowych skrótów?
- Czy nowy proces daje pacjentowi więcej sprawczości, nie odbierając mu poczucia bezpieczeństwa?
Wniosek z Sopotu jest prosty: nowoczesność nie zastąpi zaufania. Jeżeli organizacja chce jedno i drugie, musi zapracować na każde osobno.
Relacja z nagranej części panelu EFNI. Autor dołączył po rozpoczęciu sesji; publikacja nie odtwarza niewysłuchanego początku. Cytaty z wystąpień w języku angielskim pozostawiono w oryginale. Źródło badań: World Values Survey – Findings & Insights ↗.