Na panelu o zdrowiu psychicznym dzieci usłyszeliśmy sporo trafnych uwag. Żeby rodzice odłożyli telefony. Żeby dzieci chodziły do szkoły piechotą. Żeby wspólnie spacerować, rozmawiać, uprawiać sport. Wszystko to ma sens. Problem w tym, że w tej opowieści zabrakło mi najważniejszego bohatera: firm, które zarabiają na tym, żebyśmy — a przede wszystkim nasze dzieci — jak najtrudniej odrywali wzrok od ekranu.

Trafna diagnoza. Potem znów rada: „wyjdźcie na spacer”

W piątek w Sopocie rozmawiano o wpływie ekranów na rozwój i dobrostan dzieci. Moderował Paweł Czuryło, a w dyskusji uczestniczyły m.in. wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer, senatorka Ewa Monika Kaliszuk, prezeska Fundacji MultiSport Justyna Rysiak i edukatorka outdoorowa Karolina Szymańska.

Pojawiły się ważne wątki: ograniczony czas na ruch, nadmiar bodźców, ryzyko przemocy i wykorzystania seksualnego w sieci, brak uważności dorosłych, pogorszenie kondycji psychicznej po pandemii. Mówiono o edukacji zdrowotnej, WF-ie, regułach używania telefonów w szkołach oraz o tym, co dzieje się wtedy, gdy dziecko dostaje smartfon zamiast uwagi rodzica.

Lubnauer postawiła celne porównanie: w świecie fizycznym uczymy dzieci ostrożności i obowiązują rozmaite normy bezpieczeństwa, tymczasem internet przez długi czas pozostawał przestrzenią, do której weszliśmy bez równie skutecznych reguł. To był dla mnie punkt, w którym debata powinna nabrać ostrości.

Zamiast tego wielokrotnie wracały rady, które można znaleźć w poradniku wychowawczym: odłożyć telefon przy stole, pójść na spacer, zachęcać do ruchu, spędzać czas razem. Słuszne? Tak. Wystarczające? Zdecydowanie nie.

Panel EFNI o ekranach, emocjach i edukacji dzieci
Panel EFNI o ekranach, emocjach i edukacji dzieci Fot. Biuletynmedyczny.pl

Kto tu naprawdę konkuruje o uwagę dziecka?

Rodzic, nauczyciel i trener próbują zdobyć uwagę dziecka. Po drugiej stronie mają aplikacje, których skuteczność jest optymalizowana przez wielkie zespoły inżynierów, analityków danych i systemy rekomendacyjne. Nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie kolejnych filmów, powiadomienia, algorytmiczne podpowiadanie treści — to nie jest przypadkowy zestaw funkcji. To projekt produktu.

Nie chodzi o uznanie każdej minuty z telefonem za szkodliwą. Chodzi o odróżnienie edukacyjnego użycia technologii od mechanizmów, które stale wydłużają czas korzystania. Właśnie o tych mechanizmach na panelu chciałem usłyszeć znacznie więcej.

I przede wszystkim o odpowiedzialności. Skoro państwo potrafi regulować sprzedaż leków, zasady reklamowania produktów dla dzieci albo bezpieczeństwo żywności, to dlaczego rozmowa o cyfrowym środowisku najmłodszych tak łatwo kończy się apelem do rodziców?

Pytanie, którego nie zdążyłem zadać wiceministrze

Skoro — jak słusznie mówiła Katarzyna Lubnauer — w prawdziwym świecie obowiązują zasady i reguły, to jakie konkretne działania państwo podejmie wobec projektowania platform społecznościowych pod maksymalne przytrzymanie uwagi dzieci?

Nie pytam wyłącznie o zakaz używania telefonu na lekcji. Telefon można schować do plecaka o ósmej rano, a o szesnastej znowu uruchomić algorytm. Pytam o weryfikację wieku, ustawienia bezpieczeństwa jako domyślne, ograniczenie najbardziej uzależniających mechanizmów, przejrzystość systemów rekomendacji i egzekwowanie obowiązków od największych platform.

Tym bardziej że narzędzia regulacyjne wcale nie zaczynają się od zera. Unijne rozporządzenie DSA już obejmuje ryzyka dla małoletnich, a Komisja Europejska w 2026 r. prowadziła postępowania dotyczące uzależniającego projektowania platform. We wrześniu przedstawiła także propozycję bardziej szczegółowych zabezpieczeń dla dzieci. Pytanie brzmi więc nie tylko „co uchwalić?”, ale „jak skutecznie wyegzekwować to, co już mamy, i co musi zostać dopisane do reguł?”

Panelistki podczas debaty EFNI o dobrostanie dzieci
Panelistki podczas debaty EFNI o dobrostanie dzieci Fot. Biuletynmedyczny.pl

Szkoła nie wygra sama wojny o uwagę

Żeby było jasne: ograniczenie telefonów w szkołach ma sens. Edukacja zdrowotna ma sens. Ruch, sen, relacje i aktywność poza domem mają ogromne znaczenie. Zresztą część działań przywołanych przez MEN rzeczywiście weszła w życie, w tym od września regulacje dotyczące urządzeń w przedszkolach i szkołach podstawowych.

Ale jeśli problem ma charakter systemowy, odpowiedź także musi być systemowa. Potrzeba narzędzi dla rodziców i szkół, rzetelnych badań skutków regulacji, egzekwowania prawa oraz mierników, po których poznamy, że dobrostan dzieci naprawdę się poprawia. Przydałaby się choćby publiczna odpowiedź na pytanie: ile mniejsze jest narażenie młodych użytkowników na uzależniające mechanizmy po kolejnych interwencjach regulacyjnych?

W przeciwnym razie każda debata skończy się tak samo: dorośli zgodzą się, że problem jest poważny, powiedzą dzieciom, żeby wyszły na dwór, a po powrocie do domu znów uruchomią TikToka.

PERSPEKTYWA AUTORA

Mój komentarz: dobre rady nie są polityką publiczną

Uczestnicząc w rozmowie o dzieciach i ekranach, miałem poczucie, że paneliści mówią do rozsądnych, świadomych rodziców, którzy mają czas, zasoby i możliwość zmiany codziennych nawyków. A co z resztą? Z rodziną, w której oboje rodzice pracują do późna? Z dzieckiem, dla którego telefon jest głównym sposobem utrzymywania relacji z rówieśnikami? Z nastolatkiem, którego aplikacja zna czasem lepiej niż jego nauczyciel?

Nie potrzebuję kolejnej konferencji, która wytłumaczy mi, że spacer jest zdrowszy niż pięć godzin scrollowania. Potrzebuję odpowiedzi, kiedy państwo przestanie przerzucać niemal całą odpowiedzialność na rodziców i zacznie traktować architekturę cyfrowych produktów jako sprawę zdrowia publicznego.

I jeszcze jedno: duża część zysków z uwagi europejskich dzieci trafia do globalnych platform, podczas gdy koszty przemocy, zaburzeń snu, pogarszającego się samopoczucia czy profilaktyki ponoszą rodziny, szkoły i system ochrony zdrowia. O tym ekonomicznym konflikcie interesów też warto mówić głośno. Sprawa międzynarodowego opodatkowania tych firm jest osobna i bardziej skomplikowana niż popularne hasło o Irlandii — ale na pewno nie powinna znikać z dyskusji o odpowiedzialności branży technologicznej.

Najmniej brakowało tu dobrych chęci. Najbardziej — konkretnej polityki wobec firm, które projektują cyfrową codzienność naszych dzieci.


Źródła: nagranie panelu EFNI z 16.10.2026 i zdjęcia własne. Dodatkowo dokumenty Komisji Europejskiej o DSA, bezpieczeństwie nieletnich i projekcie EU KIDS Act; komunikat MEN o szkolnych regulacjach z sierpnia 2026. Ocena panelu i pytania o odpowiedzialność platform są komentarzem autora.

Katarzyna Lubnauer i prowadzący podczas panelu o dzieciach i ekranach
Katarzyna Lubnauer i prowadzący podczas panelu o dzieciach i ekranach Fot. Biuletynmedyczny.pl

Kontekst regulacyjny: DSA – Komisja Europejska ↗ · EU KIDS Act – projekt ↗ · Przepisy szkolne MEN ↗ ·