Można produkować znakomite szkło, projektować meble sprzedawane na całym świecie i tworzyć gry, które zna pół globu. A potem odkryć, że największą część prestiżu zabiera cudza marka. Na ostatnim dniu EFNI rozmawiano o tym, jak zmienić tę proporcję. Zaskakująco dużo było konkretów, a jeszcze więcej pytań o państwo, które wciąż woli promować się osobno.

Na początek ekonomistka dr Ewa Rumińska-Zimny pokazała slajdy. Kilka liczb, sporo potencjału i stary problem: nie bardzo umiemy zdecydować, czy kultura jest wydatkiem, czy inwestycją. Później przedstawicielka Krosno Glass opowiedziała historię, która wyjaśniła tę dyskusję lepiej niż tabelki.

Huta wytwarzała produkty wysokiej jakości, trafiające na rynek premium. Tyle że wiele z nich sprzedawano pod markami innych firm. Wartość powstawała w Polsce, ale opowieść o produkcie — już niekoniecznie.

I to chyba najcelniejsza metafora całej rozmowy o tym, jak kulturę, rzemiosło i technologię przekuć w silną markę kraju.

Co naprawdę jest przemysłem kreatywnym?

Ewa Rumińska-Zimny zaczęła od rozróżnienia między tradycyjnie rozumianą kulturą, utrzymywaną w dużej mierze przez mecenat publiczny, a branżami, które działają według reguł biznesu. Obie części mogą się wzmacniać — o ile nie wrzucimy teatru, eksportu gier, wzornictwa i produkcji przemysłowej do jednego worka z identycznym systemem finansowania.

Na slajdach pojawiły się szacunki 2–3,5% polskiego PKB, 31,2 mld zł i około 289–300 tys. miejsc pracy, zaczerpnięte z różnych opracowań GUS i Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Te wartości opisują branżę za pomocą różnych miar i zakresów; nie należy ich odczytywać jako elementów jednego rachunku. Istota prezentacji była jednak jasna: nie mówimy o dekoracji gospodarki, lecz o jej realnym fragmencie.

Na innym slajdzie znalazła się pozycja Polski w Global Innovation Index 2026 — 39. miejsce, przy lepszym wyniku dotyczącym efektów innowacyjności niż warunków ich powstawania. Innymi słowy: z tego, czym dysponujemy, potrafimy wycisnąć sporo. Pytanie, jak długo będzie to możliwe bez lepszych warunków rozwoju.

Panel poświęcony promocji marki Polski, EFNI 2026
Panel poświęcony promocji marki Polski, EFNI 2026 Fot. Biuletynmedyczny.pl

Krosno: od anonimowego producenta do opowieści o własnej marce

Iwona Pik z Krosno Glass opowiedziała, co zobaczyła po wejściu do firmy: na hali powstawały produkty, których jakość pozwalała im trafiać na rynek premium, ale na części z nich nie było nazwy Krosno. Polska huta konkurowała także ceną, a — jak relacjonowała — zdarzało się sprzedawać wyroby poniżej kosztu wytworzenia.

Zmiana miała polegać nie tylko na znalezieniu lepszych odbiorców. Trzeba było najpierw odpowiedzieć na pytanie: co właściwie odróżnia Krosno od kolejnej fabryki szkła? Sięgnięto do archiwów projektowych, polskiego wzornictwa, doświadczenia hutników i współpracy ze współczesnymi projektantami. W firmie zachowały się zbiory dawnych wzorów sięgające początków jej działalności.

Jedna z opowieści szczególnie utkwiła mi w pamięci. Na międzynarodową prezentację marka przygotowała imponującą instalację ze szklanych, czerwonych maków. Według Pik przywieziono około dwóch ton szkła. Nie był to kolejny katalog kieliszków ustawionych w równych rzędach, ale komunikat: potrafimy zrobić coś wyjątkowego i chcemy, żebyście wiedzieli, kto to zrobił.

To przykład znacznie ciekawszy niż kolejne kampanie z wielkim napisem „POLSKA”. Bo tutaj za marką stoją produkt, historia i rzeczywista kompetencja.

Polska gra na światowym poziomie. Państwo wciąż nie zna zasad gry

Piotr Mieczkowski z Fundacji Digital Poland zwrócił uwagę, że polska branża gier zbudowała własną rozpoznawalność międzynarodową. Padały szacunki obrotów liczonych w miliardach złotych, a wśród przykładów wymieniano CD Projekt i Wiedźmina. To nie jest sektor, który dopiero trzeba przedstawić światu.

Problem zaczyna się dalej: kiedy taki sukces chcemy przełożyć na promocję kraju, na obecność podczas zagranicznych wydarzeń albo na kolejne produkty i historie. Mieczkowski mówił o niedostatecznym dopasowaniu narzędzi wsparcia do potrzeb producentów gier i o tym, że placówki promocji gospodarczej nie zawsze są tam, gdzie znajdują się ważni odbiorcy.

Najostrzejsza uwaga dotyczyła jednak koordynacji. PARP, PAIH, resorty, samorządy i przedstawiciele branż potrafią organizować własne wydarzenia, ale niekoniecznie wiedzą, co przygotowują inni. Przykład wspólnego stoiska technologicznego pokazał, jak trudno połączyć siły nawet wtedy, gdy wszystkim chodzi o promocję tego samego kraju.

Mieczkowski przywołał porównania liczby osób wspierających biznes na wybranych rynkach zagranicznych. Nie traktowałbym tych pojedynczych wyliczeń jako pełnego audytu polskiej dyplomacji gospodarczej. Sama diagnoza jest jednak warta uwagi: promocja eksportu prowadzona w silosach nie tworzy efektu skali.

Dane o znaczeniu gospodarczym przemysłów kreatywnych przedstawione na EFNI
Dane o znaczeniu gospodarczym przemysłów kreatywnych przedstawione na EFNI Fot. Biuletynmedyczny.pl

Moda przestała przepraszać za polskie pochodzenie

Joanna Mroczkowska, reprezentująca sektor mody, przypomniała, że kreatywność to nie wyłącznie filmy, gry i galerie. To również ubrania, biżuteria, akcesoria, produkcja, logistyka i sprzedaż internetowa. Jako przykłady współczesnych polskich marek przywoływano m.in. Magdę Butrym, Zofię Chylak i Annę Kuczyńską oraz firmy działające w znacznie większej skali.

Hanna Rydlewska, mówiąca o designie i nowych twórcach, zwróciła uwagę na zmianę mentalną: młodzi polscy projektanci coraz rzadziej chcą „robić coś jak na Zachodzie”. Sięgają po lokalne techniki, materiały i tradycje, a równocześnie oczekują miejsca na rynku międzynarodowym.

Jest tu oczywiście pewna pułapka. Sukces kilku spektakularnych marek nie oznacza, że każda młoda projektantka ma środki na podróż na targi w Paryżu, Tokio czy Mediolanie. Koszt transportu prac, ubezpieczenia, udziału w imprezie i kontaktu z kupcami bywa dla takiej osoby barierą nie do przejścia. A publiczne granty, o ile są dostępne, nie zawsze są proste w obsłudze.

To akurat mocny, praktyczny postulat z tej debaty: mniej celebracji pojedynczych sukcesów, więcej przewidywalnej infrastruktury pozwalającej powtarzać sukcesy.

Twórca musi umieć sprzedać dzieło, a instytucje — współpracować

Anna Masłoń-Oracz z SGH wskazała jeszcze jeden brak: na uczelniach artystycznych kompetencje przedsiębiorcze nie zawsze idą w parze z warsztatem twórczym. Tymczasem między genialnym pomysłem a firmą, która potrafi go wdrożyć, wycenić i sprzedać, jest długa droga. Bez takiego przygotowania potencjał kończy się czasem na pięknym projekcie i skromnym zasięgu.

Padł też postulat lepszej współpracy ambasad, instytucji gospodarczych, uczelni i firm. Polska marka ma być widoczna nie tylko w folderze promocyjnym, lecz również na wystawie, w sklepie, hotelu, grze, na wydarzeniu sportowym i w codziennych przedmiotach.

Korea Południowa pojawiła się jako przykład kraju, który połączył popkulturę, technologię i strategię promocji. Przywołano tamtejsze instytucje wspierające eksport treści. Nie chodzi o prostą kopię modelu koreańskiego, ale o elementarny wybór: czy promocja kultury jest jednorazowym kosztem imprezy, czy długoterminową inwestycją w zaufanie do marek i sprzedaż ich produktów?

Dane o pozycji Polski w Global Innovation Index 2026
Dane o pozycji Polski w Global Innovation Index 2026 Fot. Biuletynmedyczny.pl
PERSPEKTYWA AUTORA

Mój komentarz: logotypu nam nie brakuje. Brakuje systemu

Z tego panelu wyszedłem z dwiema myślami.

Pierwsza jest optymistyczna. Polscy przedsiębiorcy i twórcy w wielu dziedzinach nie muszą już udowadniać, że potrafią. Krosno nie potrzebuje lekcji wytapiania szkła, projektanci nie potrzebują zgody na światowe ambicje, a autorom gier nie trzeba tłumaczyć, czym jest eksport.

Druga mniej. Im dłużej słuchałem o kolejnych instytucjach, programach, logotypach i inicjatywach, tym bardziej miałem wrażenie, że największym problemem promocji marki Polska nie jest brak pomysłów, tylko nadprodukcja nieskoordynowanych pomysłów. Każdy chce mieć własny szyld. Nie każdy chce pracować pod wspólnym.

W ochronie zdrowia i medtechu znam ten mechanizm aż za dobrze. Można zbudować produkt, który działa, ale bez kapitału, dystrybucji i sprawnego dostępu do rynku jego potencjał pozostanie lokalny. W gospodarce kreatywnej jest podobnie: nie wystarczy umieć coś wytworzyć. Trzeba jeszcze przejąć wartość, którą ten produkt tworzy.

Nie potrzebujemy więc kolejnego wielkiego programu opowiadającego światu, że Polska jest kreatywna. Potrzebujemy warunków, dzięki którym świat będzie kupował polskie produkty, znał ich twórców i sam opowiadał tę historię dalej.

To był jeden z bardziej biznesowych paneli o kulturze, jakie widziałem na EFNI. I dobrze. Kultura zasługuje na więcej niż pytanie, ile kosztuje.


Uczestnicy: Wprowadzenie: dr Ewa Rumińska-Zimny. Dyskusja: Anna Masłoń-Oracz, Piotr Mieczkowski, Joanna Mroczkowska, Iwona Pik, Hanna Rydlewska. Moderacja: Aleksandra Szymańska.

Źródła: relacja i transkrypcja własna z panelu EFNI w Sopocie, 16.10.2026, zdjęcia autora; dane innowacyjności: WIPO, Global Innovation Index 2026. Kwoty i szacunki sektorowe przywołane w prezentacji mają różne zakresy i metodologie.

Ewa Rumińska-Zimny przedstawia przemysły kreatywne
Ewa Rumińska-Zimny przedstawia przemysły kreatywne Fot. Biuletynmedyczny.pl

Dane innowacyjności: WIPO, Global Innovation Index 2026 ↗