Jeszcze jedna aplikacja do produktywności, jeszcze jedno spotkanie i jeszcze jedno szkolenie z odporności psychicznej. Tylko kiedy właściwie mamy od tego wszystkiego odpocząć? Na EFNI rozmawiano o wypaleniu, relacjach i granicach ludzkiej wytrzymałości. Wnioski są ciekawe także dla tych, którzy zarządzają ludźmi — zwłaszcza w ochronie zdrowia.
Nie wstydźmy się być ludźmi
Marta Iwanowska-Polkowska, psycholożka i autorka, zwróciła uwagę na osobliwy współczesny wstyd: nie wypada być zmęczonym, pogubionym ani przeciążonym. Można dobrze funkcjonować zawodowo, a jednocześnie odczuwać pustkę. Efektywność w kalendarzu nie jest jeszcze dowodem, że wszystko jest w porządku.
W jej opowieści ważne miejsce zajmowały bliskie relacje i czas spędzany z samym sobą. Nie jako luksus na później, po wykonaniu wszystkich zadań. Raczej jako jedna z rzeczy, bez których lista zadań zaczyna zarządzać nami.
Wypalenie: wymagania kontra zasoby
Prof. Roman Cieślak, rektor Uniwersytetu SWPS, mówił o wypaleniu jako o skutku nierównowagi między wymaganiami a dostępnymi zasobami. Zasoby to nie tylko wolne popołudnie. Także możliwość regeneracji, wiedza, bliscy, relacje i ludzie, z którymi można podzielić ciężar.
Najciekawsza jest myśl o odporności: nie musimy wszystkiego unieść samodzielnie. Cieślak podkreślał, że odporność ma wymiar społeczny. A skoro tak, budowanie odporności nie może polegać wyłącznie na wręczeniu pracownikowi poradnika i życzeniu mu powodzenia.
Kiedy „jestem zmęczony” to za mało, by opisać problem
Dr hab. n. med. Andrzej Silczuk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazywał, kiedy należy pomyśleć o profesjonalnym wsparciu. Jednym z sygnałów ostrzegawczych jest utrzymujące się obniżenie nastroju — w jego wypowiedzi pojawiła się granica dwóch tygodni — albo gwałtowne pogorszenie samopoczucia w krótszym czasie.
Ważne są także utrata nadziei, silne poczucie winy czy kłopoty z codziennymi czynnościami. To nie test do samodzielnego stawiania diagnozy, lecz powody, by nie odkładać rozmowy ze specjalistą. Silczuk mówił również o pozostawaniu wiernym własnym wartościom i zachowaniu przestrzeni na troskę o siebie.
Mój komentarz: nie przerzucajmy całej odpowiedzialności na człowieka
Z biznesowego punktu widzenia ten temat ma bardzo niewygodną konsekwencję. Jeśli źródłem wypalenia jest nierównowaga wymagań i zasobów, samo uczenie pracownika, jak być bardziej odpornym, nie naprawi organizacji, która te zasoby systematycznie wyczerpuje.
W placówce medycznej łatwo mówić o dobrostanie, a potem układać grafiki bez rezerwy, oczekiwać dyspozycyjności po godzinach i traktować każdą absencję jak osobistą porażkę zatrudnionego. To nie jest argument przeciwko pracy nad własnymi nawykami. To argument za tym, żeby szef również zajrzał do swojego kalendarza — i do kalendarzy zespołu.
Najbardziej przewrotna recepta na „jak żyć, żeby nie zwariować” może być więc całkiem nieefektowna: mniej udawania, że wszystko da się zrobić, więcej przestrzeni na odpoczynek i ludzie, na których można liczyć. Żadnego nowego dashboardu nie trzeba do tego kupować.
Źródło: oficjalne podsumowanie panelu EFNI „Jak żyć, żeby nie zwariować?”. Przeczytaj materiał organizatora ↗ Tekst jest opracowaniem redakcyjnym, a nie relacją z osobistego udziału w tym panelu.