Czy aktywność fizyczną Polaków da się poprawić ulgami podatkowymi, lepszą profilaktyką w medycynie pracy albo bonem na sport? Na EFNI nie zabrakło ambitnych deklaracji, ale padło też niewygodne pytanie: czy dopłacamy do ruchu ludzi już aktywnych, a resztę zostawiamy przed telewizorem?

Karta sportowa to jeszcze nie polityka zdrowotna

Na konferencjach poświęconych zdrowiu pracowników zwykle szybko padają dwa hasła: sportowa karta benefitowa i edukacja. O korzyściach płynących z ruchu przekonywać nikogo nie trzeba. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, co zrobić z ludźmi, którzy z takich kart nie korzystają — bo nie mają czasu, nawyku, dostępu do zajęć albo po prostu nie chcą zacząć.

Właśnie na tym zderzyły się podczas EFNI perspektywy pięciorga dyskutantów: lekarki i senatorki Agnieszki Gorgoń-Komor, członka zarządu ZUS Pawła Jaroszka, przedstawicielki Benefit Systems Kingi Kołodziej, badacza ze Szkoły Głównej Handlowej prof. Adriana Lubowieckiego-Vikuka oraz czterokrotnego mistrza olimpijskiego Roberta Korzeniowskiego. Dyskusję prowadził Paweł Czuryło z „Rzeczpospolitej”.

Wszyscy zgadzali się, że ruch ma znaczenie dla zdrowia i gospodarki. Gdy przyszło do wyboru narzędzi, jednomyślność się skończyła. Jedni mówili o ulgach podatkowych, inni o badaniach profilaktycznych, kolejni o kulturze organizacyjnej. Korzeniowski zaproponował rozwiązanie bardziej bezpośrednie: bon sportowy dla rodziny.

Uczestnicy panelu Zdrowie w ruchu podczas EFNI 2026 w Sopocie
Panel „Zdrowie w ruchu” zgromadził przedstawicieli świata sportu, medycyny, nauki, ZUS i biznesu. Fot. Biuletynmedyczny.pl

83 minuty ruchu i niewygodne pytanie o pozostałe 23 godziny doby

Prof. Adrian Lubowiecki-Vikuk przywołał wyniki badań dotyczących aktywności Polaków. Według przedstawionych przez niego danych poświęcamy jej średnio 83 minuty tygodniowo — czyli znacznie mniej niż podstawowy pułap rekomendowany przez Światową Organizację Zdrowia. WHO zaleca dorosłym przynajmniej 150–300 minut umiarkowanej aktywności aerobowej tygodniowo lub odpowiednią dawkę intensywnego wysiłku. To porównanie pokazuje skalę wyzwania, choć tygodniowy ruch może być różnie mierzony w poszczególnych badaniach.

Profesor proponował też szerszą perspektywę. Co z tego, że ktoś dwukrotnie odwiedzi siłownię, jeżeli pozostałą część tygodnia niemal nie wstaje od biurka, a noc kończy po pięciu godzinach? Wskazał na trzy elementy, które trzeba rozpatrywać łącznie: aktywność fizyczną, zachowania siedzące i sen.

Przywołał wynik mówiący, że zalecenia we wszystkich trzech obszarach równocześnie spełnia 37 proc. dorosłych Polaków. To istotne: nawet osoba, która regularnie ćwiczy, może mieć duży deficyt snu albo spędzać niemal cały dzień w bezruchu.

Był jeszcze jeden ważny szczegół: aktywność nie rozkłada się równo między grupami. W wystąpieniu zwrócono uwagę m.in. na spadek aktywności kobiet po 50. roku życia. Trudno więc zaprojektować jedną kampanię dla „przeciętnego Polaka”, który w praktyce nie istnieje.

Kto naprawdę korzysta z kart sportowych?

Kinga Kołodziej patrzyła na sprawę z perspektywy pracodawców. Ich rachunek nie sprowadza się do kosztu abonamentu sportowego. To także absencja, konieczność zastępstw, przeciążenie innych członków zespołu oraz atrakcyjność firmy na rynku pracy. Zdrowie pracownika ma wpływać nie tylko na to, czy jutro przyjdzie do biura, ale czy będzie w dobrej formie przez następne lata.

Prof. Lubowiecki-Vikuk zwrócił jednak uwagę na społeczny rozdźwięk. W przywoływanych przez niego badaniach po karty i podobne benefity częściej sięgają osoby lepiej wykształcone oraz kadra kierownicza. Osoby wykonujące pracę fizyczną czy zajmujące niższe stanowiska mogą oczekiwać innych form wsparcia, np. ulg lub łatwego dostępu do usług.

To zasadnicza różnica: benefit, który zadowala aktywną część pracowników, nie musi istotnie zwiększać aktywności całej organizacji. Właśnie od tego pytania należałoby zaczynać projektowanie nowych dopłat i programów.

W drugiej części dyskusji profesor dorzucił bardziej przyziemny pomysł: zamiast ograniczać firmowy wellbeing do „owocowych czwartków”, można spróbować krótkich form ruchu w ciągu pracy — choćby pilatesu, aerobiku czy aktywnych przerw. W środowiskach takich jak szpital czy całodobowa placówka medyczna nie da się tego jednak zaplanować bez uwzględnienia grafiku i ciągłości opieki.

Dyskusja o roli pracodawców i profilaktyki podczas EFNI 2026
W rozmowie powracał koszt absencji oraz pytanie o to, jak zachęcić do ruchu również mniej aktywnych pracowników. Fot. Biuletynmedyczny.pl

Medycyna pracy: więcej profilaktyki, nie tylko pieczątka

Senatorka Agnieszka Gorgoń-Komor, która jest również lekarką, opowiedziała się za silniejszym powiązaniem badań wykonywanych w ramach medycyny pracy z profilaktyką. W jej wystąpieniu wybrzmiało pytanie, dlaczego okazja do kontaktu z lekarzem nie miałaby służyć także rozmowie o ruchu, chorobach przewlekłych i ryzyku zdrowotnym.

Tu potrzebne jest ważne rozróżnienie. Badania wstępne, okresowe i kontrolne wynikające z Kodeksu pracy są już w Polsce obowiązkowe na zasadach określonych w art. 229. Spór nie dotyczy więc stworzenia od zera obowiązku badań pracowniczych. Chodziłoby o rozszerzenie zakresu i wykorzystanie istniejącej ścieżki do bardziej skutecznej profilaktyki — to dopiero postulat wymagający ustalenia zakresu, finansowania i odpowiedzialności.

Senatorka przypominała też, że po wielu zabiegach i chorobach odpowiednio dobrana aktywność oraz rehabilitacja wspierają powrót pacjenta do sprawności. Nie oznacza to oczywiście jednakowego wysiłku dla wszystkich. Ważne są wskazania, przeciwwskazania oraz decyzje zespołu leczącego.

Dla placówek medycznych to zarazem pytanie biznesowe. Czy profilaktyka jest tylko dodatkowym formularzem i pakietem badań, czy procesem, w którym lekarz, fizjoterapeuta i pacjent mają wspólny cel oraz możliwość oceny efektów?

Panel EFNI o profilaktyce zdrowotnej i aktywności fizycznej pracowników
Wśród propozycji znalazło się mocniejsze wykorzystanie medycyny pracy do edukacji i profilaktyki. Fot. Biuletynmedyczny.pl

ZUS pyta o ROI. A kto mierzy zwrot z inwestycji w zdrowie?

Paweł Jaroszek z zarządu ZUS przeniósł debatę na język, który zna każdy dyrektor finansowy: ROI, rentowność, efektywność wykorzystania zasobów. Jeżeli firma ocenia każdą inwestycję, dlaczego miałaby inaczej traktować pieniądze przeznaczone na kondycję fizyczną i psychiczną zespołu?

W jego ujęciu pracownicy pozostają podstawowym aktywem organizacji. Technologie, w tym AI, mogą wspierać biznes, lecz nie zastąpią znaczenia zdrowych, zdolnych do współpracy ludzi.

Jaroszek postawił wprost pytanie o mierzenie zwrotu z inwestowania w zdrowie i kondycję ludzi — także psychiczną. Wskazał, że firmy liczą ROI dla przedsięwzięć i aktywów, a zdrowie pracowników rzadko otrzymuje podobnie konsekwentną ocenę.

Takie ujęcie nie jest jednak prostym równaniem „zapłać za karnet, zyskaj mniej zwolnień”. Żeby uczciwie policzyć efekty, trzeba określić, kto skorzystał z programu, co rzeczywiście się zmieniło oraz czy poprawa wynika z interwencji, czy z innych przyczyn. Same deklaracje pracowników, że po wysiłku lepiej pracują, nie wystarczą do oszacowania finansowego zwrotu.

Jest tu także ciekawy punkt wspólny z porannym panelem o finansowaniu ochrony zdrowia: ten sam człowiek bywa pacjentem NFZ, ubezpieczonym ZUS i pracownikiem firmy. Każda z tych instytucji widzi inny fragment kosztów — i bardzo łatwo inwestycję we wspólny interes zostawić bez gospodarza.

Korzeniowski proponuje bon. Ale dla kogo?

Najbardziej konkretny spór zostawiono na koniec. W dyskusji wracał pomysł ulg podatkowych i dopłat dla osób aktywnych. Padł też poważny kontrargument: ulga może trafić przede wszystkim do tych, którzy i tak korzystają z siłowni, basenu czy klubu sportowego. To byłaby nagroda za dotychczasowe nawyki, niekoniecznie instrument zmiany zachowań.

Robert Korzeniowski zaproponował bon w wysokości około 1000 zł rocznie na rodzinę do wydania na usługi sportowe w miejscu zamieszkania. W jego koncepcji chodziło o prostą zachętę, która pozwoli wybrać aktywność również osobom spoza grupy regularnie ćwiczących.

Bon sportowy za 1000 zł — co padło na EFNI?

  1. Kwota: około 1000 zł na rodzinę w skali roku — propozycja panelisty, nie obowiązujący program.
  2. Cel: łatwiejszy dostęp do lokalnych usług sportowych i zwiększenie liczby osób aktywnych.
  3. Otwarte pytania: komu przysługiwałby bon, jak finansować program, jak uniknąć dopłat wyłącznie dla już aktywnych i jak zmierzyć efekt.

Korzeniowski wskazywał również, że dodatkowy popyt mógłby pomóc osobom zawodowo zajmującym się prowadzeniem zajęć sportowych. Byłaby to więc jednocześnie interwencja zdrowotna i impuls dla lokalnego rynku usług.

Nie przedstawiono szczegółów mechanizmu ani kosztorysu. To pomysł do policzenia, nie gotowy projekt ustawy. Warto go jednak potraktować poważnie, bo przenosi debatę z poziomu „edukujmy społeczeństwo” do pytania o konkretne narzędzie.

Igrzyska jako projekt zdrowotny? Ambicja większa niż stadion

Korzeniowski mówił również o szerokiej, ponadpartyjnej strategii aktywności fizycznej, łączącej przede wszystkim resorty sportu, zdrowia i edukacji. Wspomniał przy tym o idei organizacji igrzysk olimpijskich w Polsce, którą chciałby traktować nie jedynie jako budowę aren i wielkie wydarzenie, lecz jako wieloletni projekt zmiany nawyków oraz integracji społecznej.

To wizja ambitna i obarczona oczywistymi pytaniami o koszty. Istotniejsza od samych igrzysk była jednak propozycja, by strategia działała niezależnie od tego, kto wygra następne wybory. Senatorka Gorgoń-Komor poparła kierunek współpracy wykraczającej poza jedną kadencję.

W panelu zabrakło natomiast odpowiedzi na najtrudniejsze pytanie wdrożeniowe: kto, z jakiego budżetu i na podstawie jakich mierników miałby dopilnować takiej strategii. Słuszny cel nie zastępuje harmonogramu.

„Brak czasu” i znajomy, który dzwonił co drugi dzień

Profesor Lubowiecki-Vikuk prowokacyjnie komentował najczęściej deklarowaną barierę: brak czasu. W pewnym momencie nazwał tę wymówkę „totalnym idiotyzmem”, wywołując dyskusję o nawykach i osobistej odpowiedzialności. Krytycznie odniósł się również do komunikacji wokół body positive, sugerując, że może ona osłabiać motywację do zmiany. To jedna z bardziej spornych tez tej rozmowy: akceptacja własnego wyglądu i troska o zdrowie nie są przecież tym samym zagadnieniem.

W praktyce temat jest trudniejszy: czas i dostęp do aktywności bywają realnie ograniczone przez opiekę nad bliskimi, organizację pracy czy sytuację finansową.

Finał przyniósł jednak prostą historię bez podatków, aplikacji i narodowego programu. Paweł Jaroszek opowiedział, że zaczął biegać dzięki znajomemu, który przez wiele tygodni regularnie przypominał mu o zapisaniu się na bieg. W końcu się zapisał, pobiegł — a potem zaczął biegać dalej.

Ta anegdota dobrze domknęła dyskusję: jednym ludziom pomoże tani dostęp do zajęć, innym lekarz, a jeszcze innym ktoś, kto po prostu zapyta: „Zapisujesz się?” Żaden z tych sposobów nie działa automatycznie i nie ma sensu udawać, że zastąpi wszystkie pozostałe.

Debata EFNI o bonach sportowych, aktywności fizycznej i zdrowiu społeczeństwa
Uczestnicy debaty przekonywali, że bez zmiany codziennych nawyków nawet dobrze finansowane programy nie wystarczą. Fot. Biuletynmedyczny.pl
MÓJ KOMENTARZ · MARCIN FIEDZIUKIEWICZ

Mój komentarz: owocowy czwartek nie jest strategią zdrowotną

W zarządzaniu firmą łatwo uznać, że temat zdrowia zespołu załatwia karnet sportowy, prywatny pakiet medyczny i okazjonalny webinar o wypaleniu. A później dziwić się, że absencja nie spada, ludzie są przemęczeni, a w zajęciach uczestniczy wciąż ta sama garstka.

Najważniejsze pytanie z tej debaty brzmi dla mnie: czy inwestujemy w zdrowie pracowników, czy w dobre samopoczucie działu HR? To nie zawsze jest to samo.

Nie przekonuje mnie też pomysł oceniania skuteczności programu wyłącznie liczbą wydanych bonów czy sprzedanych kart. Zainteresowanie promocją mierzy się łatwo. Zmianę zachowań — znacznie trudniej. Tymczasem to właśnie ona powinna być celem.

Dla managerów placówek medycznych wątek medycyny pracy jest szczególnie interesujący. Mamy dostęp do pacjenta, lekarzy, diagnostyki i wiedzy o ryzykach. Ale bez sensownie zaprojektowanego procesu profilaktyka może skończyć się na nowej rubryce w systemie EDM.

Trzy pytania na najbliższe spotkanie zarządu

  1. Kogo pomijamy? Ilu pracowników korzysta z benefitów zdrowotnych, a ilu — szczególnie w najbardziej obciążonych grupach — w ogóle po nie nie sięga?
  2. Co mierzymy? Czy porównujemy udział w programie, aktywność po kilku miesiącach, satysfakcję i absencję, zamiast wyłącznie budżetu na benefity?
  3. Co utrudnia ruch? Czy grafik pracy, brak przerw i przeciążenie zespołu nie podważają tego, co obiecujemy w polityce wellbeing?

Nie każda inicjatywa wymaga narodowego programu ani bonu na 1000 zł. Ale każda potrzebuje czegoś, czego na konferencjach wciąż jest zaskakująco mało: odpowiedzialnego właściciela i sprawdzenia efektów po kilku miesiącach.

Marcin Fiedziukiewicz · Biuletynmedyczny.pl

Źródła: własne nagranie panelu „Zdrowie w ruchu. Jak aktywność fizyczna wzmacnia społeczeństwo, system ochrony zdrowia i gospodarkę?” (EFNI, 15.10.2026), program EFNI 2026 ↗, wytyczne WHO dotyczące aktywności ↗ i art. 229 Kodeksu pracy ↗.

← Wróć do Dziennika EFNI 2026